sobota, 29 listopada 2014

Papier ksero czy zeszyt?

Temat można by podciągnąć pod przedstawianie różnych produktów plastycznych, jednak nie zamierzam charakteryzować konkretnych firm. Po prostu dziś będzie o papierze ;)

Artyści i różni projektanci lubią papier. Nie wszyscy jednak lubią pracować z notatnikami. Sięgają wtedy po luźne kartki. Bloki specjalistyczne tanie nie są, ale w przypadku akwareli czy tuszu świetnie się sprawdzają. Jeśli nasze prace mają charakter luźny, roboczy to sięgamy po dużo tańszy papier, właśnie po papier ksero (dostępny w rydzach).

Ja lubię papier ksero. Luźne kartki to zaleta. Gdy projektuję kolekcję mogę do woli je rozkładać w różnej kolejności. I zamieniać. Jeśli jednak zaprojektuję więcej różnych wersji, to teczka zaczyna trochę ważyć. Z czasem się nieco wycwaniłam ;) Kupiłam papier ksero w większym formacie - A3. Dzięki temu na jednej takiej kartce mogłam zmieścić aż trzy projekty, podczas gdy na A4 szkicowałam tylko jeden strój. Zdarza się czasem, że tą większą kartkę A3 tnę na kilka części, aby rozdzielić projekt wybrany od odrzuconych. Nie jest to dla mnie problemem ^^

Papier ksero wykorzystywałam także do moich szkiców rysunkowych i malarskich. Choć szybko zaczyna falować pod wpływem wody to w przypadku szkiców roboczych wychodzi bardzo ekonomicznie.

Jeszcze wracając do notatników. Posiadam kilka, ale znacznie swobodniej czuję się projektując na luźnych kartkach. Notatników mi zwykle szkoda na moje bohomazy ;) Jednak dodam, że zeszyty znakomicie sprawdzają się w podróży, gdy tworzymy siedząc w kawiarni czy na ławce albo w pociągu.

A Wy? Wolicie luźne kartki czy notatnik?

piątek, 28 listopada 2014

Film: House of Versace

Przypadkowo natknęłam się na  premierę tego filmu na Canale +. Nie załapałam się na cały film, ale całe szczęście pilnowałam programu telewizyjnego i udało mi się zobaczyć całość dwa dni później.


Versace. Geniusz, sława i morderstwo (House of Versace), reż. Sara Sugarman, Kanada 2013

Nie jestem pewna jak ocenić ten film. Z tego co się orientuję powstał na podstawie książki. Została wydana w Polsce, więc pewnie prędzej lub później po nią sięgnę. Sądziłam, że film będzie przedstawiał historię Gianniego Versace, a tymczasem skupiono się na Donatelli - jego siostrze. Podobał mi się niesamowicie akcent aktorki grającej Donatellę, brzmiała bardzo wiarygodnie. Oczywiście nie była tak oszpecona jak wygląda obecnie, po wielu operacjach plastycznych i zabiegach kosmetycznych. Mimo to twarz aktorki wyglądała bardzo podobnie do oryginału.


Zanim zdążyłam obejrzeć cały film, stwierdziłam, że jest warty poświęcenia mu czasu. Bardzo ciekawie ukazane relacje między trojgiem rodzeństwa Versace. Obserwujemy pracownię, sesję zdjęciową, pokazy mody, kulisy pokazów, pracę z upinaniem stroju na manekinie - przez Gianniego i Donatellę. Co mnie bardzo cieszy: wszystko to wygląda wiarygodnie. W filmie "Gia" ciężko mi było się wczuć w przedstawiony świat mody - potraktowano go tam ogólnie, jak tło. W filmie "Versace..." byłam zachwycona każdą sceną dotyczącą pracy domu mody, twórcy naprawdę się postarali.

Wspomniałam, że film jest o Donatelli. Jak wielu z Was wie, Gianni został zastrzelony i jego miejsce w domu mody zajęła Donatella, która sobie z początku nie radziła za dobrze (przynajmniej tak jest w filmie). Podoba mi się ukazanie różnić między Giannim a Donatellą, między ich projektami, wizjami, podejściem do pracy.
No to zbierzmy wszelkie wnioski, zalety i wady.



Zalety:
  • film skupia się na postaci Donatelli Versace, a szczególnie na okresie po śmierci Gianniego i początkach pracy Donatelli jako głównej projektantki
  • przedstawia losy domu mody po śmierci Gianniego
  • ukazuje relacje między trojgiem rodzeństwa Vesace
  • bardzo realistycznie i wiarygodnie przedstawiony świat mody: sesje zdjęciowe, pokazy mody, garderoby, pracownia itd.
  • ukazana praca samych projektantów: Gianniego i Donatelli (szczególnie sceny przy manekinie)
  • ciekawostki ze świata mody dotyczące reklamy, celebrytów itd.
  • film ma pozytywne przesłanie mimo ukazanych dramatów; podkreśla wartość rodziny
  • kilka razy przewija się postać czarnoskórej modelki, prawdopodobnie chodzi o Naomi Campbell, jednak myślę, że to tylko bardzo podobna do niej aktorka
  • nie jest przytłaczający mimo dramatycznych momentów, ogląda się go w miarę lekko



Wady:
  • brakowało mi trochę Gianniego, spodziewałam dowiedzieć się o nim więcej; podkreślono, że był genialnym projektantem, ale nie przekonano mnie jego kreacją - za mało Gianniego
  • po obejrzeniu filmu starałam się odnaleźć zdjęcia rzeczywistych kolekcji Donatelli; mam wrażenie, że stroje z filmu przekłamano, oglądając kolekcję na końcu filmu byłam zawiedziona; z kolei kolekcje zamieszczone na stronie style.com były bardzo fajne (podobno wynika to z faktu, że firma Versace odmówiła współpracy przy filmie, również z tego powodu nie pojawia się słynne logo Versace)
  • wątek homoseksualny może być dla niektórych drażliwy



Źródła zdjęć:
http://ecx.images-amazon.com/images/I/91QWx8qfu6L._SL1500_.jpg
http://i.dailymail.co.uk/i/pix/2013/10/04/article-0-187F4C3F00000578-618_634x470.jpg
http://www.lionsgatepublicity.com/uploads/assets/b6a05df6-4bdd-11e3-96ce-005056b70bb8.jpg
http://graphics8.nytimes.com/images/2013/10/06/fashion/06RUNWAY1_SPAN/06RUNWAY1-blog480.jpg
http://www.thestar.com.my/~/media/Images/TSOL/Photos-Gallery/ForOnline/2013/10/04/str2_ga_0410_house%20of%20versace.ashx/?w=620&h=413&crop=1&
http://media4.onsugar.com/files/2013/10/08/880/n/1922564/e80c3bc25943fab3_item1.rendition.slideshowVertical.house-of-versace-opera.preview.jpg
http://static.guim.co.uk/sys-images/Guardian/Pix/pictures/2013/10/28/1382981443866/House-of-Versace-Day-18.P-005.jpg

czwartek, 27 listopada 2014

Muzyka do pokazu mody #3

W ostatnich czasach oglądając telewizję nie sposób nie oglądać reklam. Są na każdym kanale i zwykle przerywają film w najlepszym momencie. Producenci prześcigają się w tworzeniu przyciągających oko i ucho prezentacji produktów. Kilka lat temu pojawił się trend wykorzystywania w reklamach muzyki klasycznej. Do dziś pamiętam reklamę oleju napędowego ;) Więc czemu nie wykorzystać klasyki do pokazu mody?




Zacznijmy może od konkretnego przykładu, pokaz Dolce&Gabbana, kolekcja jesień-zima 2013. Tutaj już musiałam trochę bardziej się wysilić, aby ustalić tytuł użytego utworu. Znalazłam go w komentarzach i dodatkowo sprawdziłam w programie rozpoznającym utwory - Kwintet klarnetowy B-dur op. 34: III - no i w nawiasie jeszcze nazwa po angielsku, czasem ułatwia to wyszukiwanie (Clarinet Quintet in B Flat Major, Op. 34: III).

Utwory muzyki klasycznej mają swoje zalety. Często brzmią bardzo dostojnie, elegancko. Są długie, dzięki czemu nie martwimy się o wcześniejszy koniec muzyki, a jeśli są za długie można je stopniowo wyciszyć po pokazie. Znajdziemy utwory od 3 do kilkudziesięciu minut. Idealnie pasują do eleganckich kolekcji i sukni wieczorowych, ale nie tylko ;)

W muzyce klasycznej możemy przebierać do woli. Jeśli nie odpowiada nam wolne, delikatne brzmienie, możemy wybrać utwór bardziej dynamiczny. Do wyboru do koloru (czuję się teraz jak handlarka reklamująca towar ;).

No ale przydałyby się kolejne przykłady. Na początek proponuję Air Johanna Sebastiana Bacha. Bardzo wolny, spokojny utwór, świetny do szerokich i widowiskowych sukni.



I kolejna propozycja. Myślę, że utwory z instrumentami smyczkowymi świetnie wpasowują się w pokazy mody. Haydn String Quartet No. 62, Op. 76 No. 3 "Emperor"



Jeśli zdecydujemy się na utwór klasyczny warto ... wynająć kilku muzyków, by wykonali utwór na żywo. Przy odpowiedniej akustyce pomieszczenia może to wypaść rewelacyjnie. Dodatkowo zaskoczymy gości pokazu. Ale ale ! Jeśli zaczynamy się w takim stopniu angażować w organizację pokazu, warto także pomyśleć o scenografii i dekoracjach, odpowiednich jako tło do kolekcji. Ale to temat na nowy wpis :)

O wszystkim i o niczym

Wpis nie planowany, taki luźniejszy ;)

1. Najpierw pragnę podziękować stałym czytelnikom za wsparcie i ... no zaglądanie na mojego bloga ;) Bardzo motywujecie. Serdecznie witam nowych czytelników. Ostatnio trochę Was przybyło jeśli wziąć pod uwagę listę obserwatorów i polubień na Funpage'u oraz statystyki. Nie wszyscy się pewnie udzielają w widoczny sposób, ale mimo to jestem pewna, że gdzieś tam jesteście i zaglądacie tu ;) Dziękuję bardzo.

2. Zachęcam Was do komentarzy i wiadomości. Jeśli macie jakieś pytania, sugestie, cokolwiek do powiedzenia to zapraszam. Możecie się ze mną porozumieć/skontaktować na wiele sposobów. Nie gryzę i chętnie posłucham czasem Waszych opinii. Staram się być otwarta, choć czasem jestem zbyt poprawna politycznie i nie tylko ;)
Możliwy kontakt: gadu gadu, email, komentarze na blogu, komentarze i wiadomości prywatne na Funpage'u, Ask.fm

3. Jedna malutka uwaga, głównie do Panów: nie szukam modeli do aktów ;) Czasem dostaję takie zapytania. Troszkę to krępujące, bo nie chcę nikogo urazić, ale czasem czytam takie wiadomości i są bardzo dwuznaczne. Oczywiście co innego, gdybym malowała/szkicowała w pracowni pełnej ludzi. Na prywatne spotkania nie szans ;)

4. Jak zwykle informuję, że w przyszłości możliwe są jakieś dłuższe przerwy w funkcjonowaniu bloga. Wynikać to może z niespodziewanych zdarzeń i awarii mojego sprzętu. Ostatnio psuje się coraz częściej :/ Tak, zamierzam kupić nowego laptopa, ale pewnie zrobię to, gdy obecny klęknie. Na razie jest w tej kwestii bardzo uparty. Wystarczy, że go postraszę utylizacją to od razu wraca do normalności, choć czasem z drobną pomocą ^^

5. Jeszcze takie jedno przemyślenie. Fajnie byłoby się kiedyś spotkać osobiście z niektórymi z Was. Łatwe to pewnie nie będzie, bo świat jest długi i szeroki, ale może kiedyś przy odrobinie szczęścia ;)


Tyle na chwilę obecną :)

wtorek, 25 listopada 2014

Dzieło miesiąca: Dawn

Zamierzałam przedstawić Wam cykl obrazów pewnego polskiego malarza współczesnego, jednak plany pokrzyżowała mi wyszukiwarka internetowa. Wyszukała mi ten właśnie obraz. Zakochałam się w nim od pierwszego spojrzenia.

Poniżej możecie podziwiać kilka różnych materii: błyszczącą tkaninę sukni, delikatną siateczkę na ramionach oraz ciężkie kotary w tle. Jak dla mnie to uczta dla oczu. No i całość jest bardzo estetyczna. W tym momencie mam ważną wskazówkę dla osób zaczynających malować: oglądajcie inne obrazy. W muzeum czy w internecie, ale oglądajcie. Nawet próbujcie odwzorować niektóre obrazy lub fragmenty za pomocą pędzla i farb. To świetne ćwiczenie.


Edmund Hodgson Smart (1873-1942)
Dawn (Świt) 1907


Źródło obrazu:
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/c/c4/Dawn_%28Edmund_Hodgson_Smart,_1907%29.jpg

sobota, 22 listopada 2014

Artysta: Igor Mitoraj


Zwykle nie przedstawiam na blogu sylwetek artystów. Nie każdego to interesuje, nie wszystko jest ciekawe. Ale od czasu do czasu chyba będę robić wyjątek.


O Mitoraju usłyszałam po raz pierwszy na studiach. Po paru latach wracam do niego, po tym jak przeczytałam o jego niedawnej śmierci na jednym z portali informacyjnych (w październiku). Był współczesnym artystą i tworzył rzeźby monumentalne i piękne. A nie jakieś kontrowersyjne obrzydlistwa jak robi to wielu innych współczesnych artystów (i pseudoartystów) próbujących zdobyć rozgłos.


Na żywo widziałam tylko jedną jego pracę. Osoby z Poznania na pewno znają Stary Browar (centrum handlowe) i choć raz w nim byli. Na parterze starszej części znajduje się olbrzymia twarz. To właśnie dzieło Mitoraja.
Nie będę tutaj przepisywać jego biografii, ale skupię się na najbardziej istotnych informacjach. 


Igor Mitoraj (1944-2014) był synem Polki i Francuza. Dzieciństwo i młodość spędził w Polsce, skończył liceum plastyczne i studia artystyczne w Polsce. Następnie wyjechał do Paryża (kolejne studia). To wtedy zainteresował się rzeźbą. Wyjechał do Włoch, gdzie narodziły się jego pierwsze monumentalne rzeźby.


Twórczość Mitoraja charakteryzuje przede wszystkim monumentalność - jego rzeźby są ogromne. Wykonane zwykle z białego marmuru. Odwołują się do Antyku, do sztuki starożytnej greckiej i rzymskiej, do klasycznych rzeźb. Już same tytuły wskazują na inspirację mitologią i historią. Warto też zaznaczyć fascynację warsztatem Michała Anioła. Co ciekawe rzeźby nie przypominają typowych, dawnych klasycznych rzeźb, są celowo fragmentaryczne (np. fragment twarzy), a nawet popękane. Artysta starał się je uwspółcześnić.



Zainteresowanych odsyłam do Wikipedii, gdzie co nieco sobie przypomniałam o tym artyście i innych, obszerniejszych źródeł. Warto zapoznać się z jego pracami.

Źródła ilustracji:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Igor_Mitoraj
http://www.lepszypoznan.pl/wp-content/uploads/2012/03/Rzezba-Mitoraja-w-Starym-Browarze.JPG
http://www.livincool.com/wp-content/uploads/2014/10/scultura-igor-mitoraj-castelvecchio-verona.jpg
http://s280.photobucket.com/user/miragolczykowna/media/3862292035_8f93cbb382_o.jpg.html
http://media.jastrzabpost.pl/wp-content/uploads/2014/10/All-ONS_00025738-rzezby31-770x513.jpg
http://cdnimg.visualizeus.com/thumbs/4e/9d/art,sculptures,sicily-4e9da661501ed0e6413287e03e92c46f_h.jpg

piątek, 21 listopada 2014

Iselle i Kocurek poszli na balet

Byłam w teatrze. Na balecie. I było wspaniale ^^ Zapraszam do mojej relacji poniżej. Niestety nie mogłam wykonywać zdjęć podczas trwania przedstawienia, ale umieściłam we wpisie zdjęcia reklamowe z dostępnych mi źródeł (czyli ze stron teatru). Jedyne zdjęcie mojego autorstwa prezentuję poniżej.


Już od bardzo dawna zamierzałam się wybrać do teatru. Od kilku lat. Jednak zawsze było coś ważniejszego. A to termin nie pasował, albo tytuł. Ponad miesiąc temu w końcu się zmobilizowałam i wyszukałam odpowiednie przedstawienie. Musiałam tu działać w porozumieniu z Kocurkiem, aby nie kolidowało to z jego pracą. Były jeszcze inne przeszkody, ale mniej ważne. Zarezerwowałam miejsca i kupiłam bilety przez internet. Następnym razem zrobię to jeszcze szybciej. Niektóre przedstawienia są wystawiane dwa razy w miesiącu, czasem nawet co 3-4 miesiące, więc mogą być oblegane. Tytuł, który wybrałam jest dosyć rzadko wystawiany, no i niedawno była jego premiera. Tak więc za dużego wyboru nie miałam. Nawet rozważałam zakup miejsc vipowskich, ale były dwa razy droższe. Obiecałam sobie, że kiedyś się na  nie zdecyduję. Chociaż raz ;)


Ostatecznie wybrałam miejsca w lewej loży na pierwszym balkonie, całkiem fajne. Wadą było to, że nie można się było rozsiąść w fotelu, bo nie było widać sceny; trzeba było się pochylić i oprzeć na specjalnym "parapecie" i tak obserwować scenę. Następnym razem wiem na co zwracać uwagę i pewnie zapoluję na miejsca odrobinę niżej. Mimo tej małej niedogodności i tak byłam zadowolona. Przy okazji warto zwrócić uwagę na wygląd pomieszczenia. Piękny wystrój, prawda? ;)


A jaki tytuł tak właściwie wybrałam? Balet "Kopciuszek" w Teatrze Wielkim w Poznaniu. Pierwszy mój balet widziany na żywo (wcześniej byłam na dwóch operach). 
Moje wrażenia: nieziemskie ^^ Bardzo mi się podobało i świetnie się bawiłam. Nawet Kocurek zwrócił uwagę, że robiłam różnorodne miny ^^ Niestety jemu to mniej przypadło do gustu. Wiadomo, nie było krwi, strzelania i akcji.


Początek przedstawienia był taki mniej ciekawy. To znaczy więcej gestykulowano niż tańczono. Wstęp  do całej historii przedstawiono na podstawie prostych scen. Światła w odpowiednich momentach się stopniowo zmieniały, ściany przesuwały, cienie postaci przemieszczały po scenie. Zrobiło to na mnie niesamowite wrażenie. Wszystko idealnie zgrane, dopasowane, z sensem i przesłaniem. Zaznaczę, że tancerze nie mówili, tylko tańczyli i gestykulowali, trochę jak w niemym filmie, towarzyszyła im orkiestra na żywo.


Bardzo do gustu przypadła mi scenografia. Dekoracje, rekwizyty, kostiumy - wszystkie wykonano/dobrano w kolorach białych, szarych, srebrnych, czarnych. Czasem pojawiały się fiolety i delikatne róże. Może się wydawać, że scenografia była za skromna. Moim zdaniem była idealnie wyważona. Raz bardziej rozbudowana, innym razem bardziej skromna, ale pasująca do wydarzeń na scenie. Na szczególną uwagę zasługuje żyrandol ze sen balowych, który później przemienił się w zegar.


Kostiumy podobnie jak dekoracje były białe, szare i czarne. Bardzo skromne, ale piękne: zwiewne sukienki empire oraz ciemne surduty. Srebrne akcenty dopełniały całości i wyróżniały niektóre postacie. Moją uwagę przyciągnęła szczególnie suknia Dobrej Wróżki.


Do najciekawszych dekoracji zaliczyłabym gwieździste niebo, które co jakiś czas się zmieniało. W pewnym momencie na scenę opuszczono także balony. Wyglądało to naprawdę bajecznie ^^ Tańczące pary przez jakiś czas "usuwały" je ze środka sceny.


Nie napisałam jeszcze nic o samym tańcu, a było tego naprawdę dużo. Wcześniej obawiałam się, że będzie mało baletu w balecie. Całe szczęście miło się rozczarowałam :) Najciekawsze fragmenty: taniec gwardii księcia, taniec Dobrej Wróżki i jej "pomocnic", tańce par na balu, taniec Księcia i Kopciuszka. Tańczyli solo i razem aż kilka razy.

Ale oprócz pięknych momentów były też śmieszne. Humor wprowadzały przyrodnie Siostry Kopciuszka. Naprawdę miło się na to patrzyło, gdy próbowały uwieść Księcia i gdy przymierzały pantofelek na samym końcu.


Moje jedyne zastrzeżenie - małe dzieci na sali (a było ich dużo). Pewnie mnie teraz skrytykujecie, ale muszę to napisać. Rozumiem ideę zaszczepiania zainteresowania teatrem wśród dzieci. Nic do tego nie mam. Ale wyobraźcie sobie: balet w dwóch aktach, czyli dwie godziny z przerwą w trakcie, jedynie taniec i muzyka, bez słów. Gestykulacja co prawda była dobra, ale nawet z mojego miejsca nie tak dobrze widoczna. Mniejsze dzieci nie mogły się skupić na przedstawieniu. Miały za daleko do sceny i całość była za długa. I może za szara dla nich. Starsze dzieci zrozumieją treść, mniejsze mogą się znudzić po chwili i nie usiedzą. Lepszym rozwiązaniem byłoby zabranie dzieci na spektakle specjalnie dla nich, a jest ich trochę w programie Teatru Wielkiego i innych w Poznaniu. 

Czy poszłabym na "Kopciuszka" drugi raz? Pewnie tak, ale póki co wolałbym przeznaczyć pieniądze na inne balety, opery i przedstawienia. Marzy mi się jeszcze "Jezioro Łabędzie", "Dziadek do orzechów" i wiele innych. Balet bardzo mi się podobał, byłam oczarowana w zasadzie wszystkim: tańcem, tancerzami, dekoracjami, kostiumami, muzyką, oświetleniem i samym Teatrem Wielkim. Szkoda, że tak rzadko mam okazję się tam wybrać.

Gorąco Was zachęcam: wybierzcie się do teatru. Lub do opery. Na przedstawienie. Nie tylko na "Kopciuszka". Myślę, że Paniom takie spędzenie czasu bardziej się spodoba niż Panom, ale uwierzcie mi, naprawdę warto :)


Źródła zdjęć:
https://www.facebook.com/teatrwielkioperapoznan/photos_stream?ref=page_internal
http://www.teatrwielki.pl/fileadmin/user_upload/galeria/PORTRET_CYBERIADA_KOPCIUSZEK_POZNAN/Kopciuszek_plakat.jpg

środa, 19 listopada 2014

Pytania do mnie? Możecie je zadawać także przez Ask.fm

Decyzję o wypróbowaniu Ask.fm podjęłam dosyć spontanicznie, bez większego zastanowienia. Czy się sprawdzi, czy będzie przydatne? Nie wiem. Zależy od Was, czytelników. Choć zwykle Ask.fm używa młodzież zadająca głupie pytania, stwierdziłam co mi szkodzi. Spróbować można.

O co w tym chodzi? Każdy może zadać mi pytanie. Zupełnie anonimowo, bez rejestracji w Ask.fm. W menu na górze bloga umieściłam odnośnik do Ask.fm. Także po lewej stronie znajdziecie okienko do zadawania pytań. Nie chcę Was zmuszać do korzystania z Ask.fm. Możecie nadal zostawiać komentarze pod postami lub pisać do mnie prywatne maile i wiadomości gg , także na Facebook'u. Jednak zaletą Ask.fm są pytania i odpowiedzi w jednym miejscu, dostępne do wglądu dla wszystkich. Czy będziecie z tego korzystać czy nie, zostawiam decyzję Wam ;) Zawsze jednak to dodatkowa droga, aby o coś zapytać.

wtorek, 18 listopada 2014

Malarstwo nieidealne, czyli "dzieła" początkującego

Kolejna odsłona moich niepublikowanych prac. Tych "gorszych" prac. Jak już wspominałam, robię to w celach poglądowych i edukacyjnych; wcześniej tego nie zamierzałam. Tak wyglądały moje prace w pierwszym roku przygody z malarstwem. Są to prace ze środka, nie pierwsze i nie ostatnie w tamtym okresie.


Pierwsza praca: kartony. Nie mogłam na nie przez pewien czas patrzeć. Moje kolejne prace też były z kartonami. Co z tą pracą jest nie tak? To białe kółko to żarówka. Też bym nie zgadła. Z przodu są dwa kawałki szyby, tak wiem niepodobne. To szare to taka piankowa rura, ścięta po skosie. Jedyne co wyniosłam po malowaniu tej kompozycji do poznanie dużej ilości odcieni brązów, musiałam też zakupić więcej farb do mieszania.


Następna jest martwa w soczystych zieleniach. Namalowałam jeszcze taką drugą, ale znacznie gorszą. Kosz wiklinowy wygląda jak kosz tylko po kształcie. Wszelkie takie fakturki potrafią dać w kość przy malowaniu. To małe to koszyczek. Pudełko jest trochę za okrągłe, ale perspektywa i bryły nigdy nie były moją mocną stroną. Nadal nie są. Zwykle je wykrzywiam. Nawet po sześciu latach malowania.


I trzecia praca. Najtragiczniejsza moim zdaniem. Zastanawiam się jak ja mogłam namalować coś tak strasznego. W zasadzie nie mieszałam tutaj odcieni. Pamiętam jednak, że trochę się męczyłam nad tą blachą. Czajnik nawet ujdzie jak na początek.


Artysta-malarz nie od razu jest artystą. Zwykle to kwestia wieloletnich ćwiczeń, prób i błędów. Artysta uczy się tak naprawdę całe życie. Jeśli więc Wasze pierwsze prace będą wyglądały jak te powyższe (lub znacznie gorzej) w ogóle się tym nie przejmujcie. Malujcie dalej :)

sobota, 15 listopada 2014

Perfekcyjne ciało wg Victoria's Secret

Niesamowity zbieg okoliczności. Kilka dni temu oglądałam jeden z pokazów Victoria's Secret, a niedługo potem trafiłam na dwa interesujące artykuły o tej marce. Przypadkiem.


Zanim zacznę zachęcam Was do zapoznania się z poniższym artykułem. Przedstawia ostatnią wpadkę marki Victoria's Secret. W skrócie chodzi o to, że VS reklamowało swoje nowe biustonosze. Oczywiście reklamowały je najsłynniejsze modelki VS. A na plakacie umieszczono napis The Perfect "Body". Chodziło oczywiście o to, że to biustonosze są perfekcyjne i świetnie trzymają biust. Ale pomysłodawcy tego napisu chyba nie wzięli pod uwagę, że zostanie to odebrane w zupełnie inny sposób. Dziwne, że eksperci od reklamy z VS nie zauważyli wcześniej tej drugiej interpretacji napisu, skoro przeciętnym ludziom od razu nasuwa się inne skojarzenie.




Jak się domyślacie wybuchła ładna afera. Znana marka bielizny prezentuje piękne, wysokie, bardzo chude modelki, prawdopodobnie odrobinę zretuszowane, bo bez tego ani rusz w modzie. Sylwetki modelek są nieosiągalne dla większości kobiet. Dodatkowo wstawia napis sugerujący, że ich ciała są perfekcyjne, że mają idealną figurę, wymiary. I że bielizna VS jest przeznaczona tylko dla takich idealnych kobiet. Inne kobiety na pewno poczuły się zdyskryminowane. Chyba bardziej pogrążyć się nie mogli.

To nie pierwsza tego typu afera w świecie mody. Co jakiś czas słyszymy o propagowaniu szczupłych, czasem wręcz anorektycznych sylwetek. O propagowaniu sylwetek mocno wyretuszowanych w Photoshopie, które pojawiają się na okładkach znanych pism modowych. Dodatkowo wrzucą gdzieś jakieś ułożone diety, reklamy środków odchudzających i robi się jeszcze ciekawiej. Bardziej podatna nastolatka czy kobieta popadnie w kompleksy, depresję, chorobę. Oczywiście będzie z daleka omijała markę reklamującą bieliznę "nie dla niej", bo przecież nie jest idealna. Przy okazji spadną dochody takiej marki.

Co ja o tym myślę? Wiele osób przejdzie obok tego bez reakcji, bo po co zawracać sobie głowę. Osoby "odporne" na takie reklamy skrytykują co najwyżej i tyle. Ale takie teksty trafią niestety do ludzi bardziej podatnych na takie sugestie i mogą wyrządzić im krzywdę. Warto zaznaczyć, że dotyczy to zarówno kobiet jak i mężczyzn, panowie też mogą mieć fioła na punkcie swoich ciał. Chodzi także o obraz idealnej kobiety jaki się zapisze w ich mózgu, przez co będą odbierać swoje "nieidealne" partnerki inaczej.


No ale wróćmy jeszcze do modelek VS. Ja odnoszę wrażenie, że nie są przesadnie wychudzone, a po prostu szczupłe. Widziałam już bardziej szczuplejsze modelki, gdzie można je było podejrzewać o chorobę. A te wyglądają w miarę ok. To, że mają takie wymiary i wzrost w większości zawdzięczają genom i naturze. Może częściowo jakieś diecie. A na plakacie je nieco poprawiono. Na żywo, z bliska są mniej idealne i mają swoje niedoskonałości. [Tu muszę się przyznać, że po napisaniu tego pooglądałam kilka zdjęć modelek VS i niestety znalazłam jedną panią z figurą, wyglądającą mniej zdrowo - stała z innymi paniami, więc łatwo było porównać. Oczywiście to nie przekreśla mojej opinii, że większość modelek VS, które widziałam na zdjęciach i filmach, wygląda w miarę ok.] Zaznaczę jeszcze jedno: uważam, że wszystkie sylwetki, wymiary, które wyglądają zdrowo są ok (i posiadacz/ka danych wymiarów, wagi czuje się z tym dobrze)

Jeśli chodzi o bieliznę VS to jakoś nie zauważyłam, aby była przeznaczona dla większych pań. Widzę przede wszystkim małe miseczki biustonoszy z push up'em, które na pewno nie będą leżały na nieco większych biustach. Na moim też nie, sprawdziłam ich rozmiarówkę (choć w sumie na oko już było widać, że są małe). Więc pocieszę Was drogie Panie, noszę rozmiary 36 i 38 czyli jedne z mniejszych, a i tak biustonosze od VS nie są dla mnie ;) Widocznie są dla chudzinek z mniejszym biustem.

Po głowie chodzi mi też myśl, że ten napis był celowym chwytem marketingowym, aby zdobyć rozgłos. Ale trochę nieudanym, bo od razu odezwały się marki propagujące panie w większych rozmiarach i skorzystały na całej aferze. 


Wspominałam, że czytałam jeszcze drugi artykuł o VS. Dotyczył tegorocznego show VS. Ten temat poruszę za jakiś czas :)


Źródła zdjęć:
http://thenypost.files.wordpress.com/2014/10/victoriasecret.jpg
https://s2.yimg.com/bt/api/res/1.2/uVznucMnhNEru7jWSR8InA--/YXBwaWQ9eW5ld3M7cT04NTt3PTYzMA--/http://l.yimg.com/os/publish-images/lifestyles/2014-10-30/fc49b6a0-6035-11e4-87e4-9be0548995a1_VC-love-my-body.jpg

piątek, 14 listopada 2014

Książka: Krawiectwo. Materiałoznawstwo


Jak co miesiąc przedstawiam Wam kolejną książkę z mojego zbioru. Jesteście zainteresowani takimi pozycjami? No może książka o materiałoznawstwie to zły przykład, ale czy interesują Was książki o szkicowaniu i projektowaniu? A o historii ubioru? Projektanci mody? Nie ukrywam, że takie pozycje czekają w kolejce do publikacji na blogu. Ale wracam może do dzisiejszej książki. To druga pozycja o materiałoznawstwie, którą posiadam. W liceum korzystałam jeszcze z trzeciej książki, ale niestety brak jej na półce (nie spieszy mi się, aby ją kupić ;).


Krawiectwo. Materiałoznawstwo, tłum. Paulina Samek, WSiP, Warszawa 1999 (tytuł oryginalny Fachwissen Bekleidung)


Jest to kolejna książka (w zasadzie podręcznik), z którą zapoznałam się w liceum. Format jest zbliżony do A4, zawiera ok. 130 stron, okładka miękka.
Co zawiera ta książka? Informacje o włóknach, nitkach, tkaninach i dzianinach i ich produkcji, konserwacji, wykańczaniu, skórach i futrach. Teoretycznie zawiera te same informacje co książka Materiałoznawstwo odzieżowe, którą już opisywałam na blogu. Ale moim zdaniem jest dużo bardziej atrakcyjna pod względem wizualnym.



Zalety:
  • kolorowe ilustracje, schematy, kolorystyczne wyróżnienia tekstu, tabelki; informacje na każdej stronie są bardzo stłoczone, ale czytelne i to co ważne jest odpowiednio wyróżnione; nazwałabym to taką dużą pigułką
  • przedstawione schematy produkcji, obróbki włókien i tkanin
  • informacje są podane w atrakcyjnej oprawie - kolory, ramki, ilustracje, schematy itd. 



Wady:
  • duży format
  • niektórym osobom może się dwoić i troić w oczach od ilości informacji na pojedynczej stronie
  • przeznaczony dla uczniów, studentów kierunków odzieżowych; jest to bardziej podręcznik i dużo tu fachowego słownictwa i suchych definicji