sobota, 28 lutego 2015

Uczelnia artystyczna: Rysunek z elementami anatomii


Tuż przed rozpoczęciem studiów dostałam karteczkę z informacjami o przyborach, w które powinnam się zaopatrzyć. No ale zajęcia się jeszcze nie zaczęły i nie miałam pewności na ile prawdziwa może być ta lista i ile z niej pozycji jest potrzebnych. W pierwszy poniedziałek rano wybrałam się na spotkanie organizacyjne. Wiadomo: dostałam legitymację, kilka kartek, coś podpisałam i kazali iść na pierwsze zajęcia. Troszkę spanikowaliśmy z ludźmi i szybko polecieliśmy do sklepu papierniczego po brystole - tego dnia mieliśmy mieć Rysunek z elementami anatomii. Okazało się, że brystol się przydał.


Na czym polegały te zajęcia?
Wchodziła modelka, ustawiała się na środku (stała, siedziała, leżała itd.), a studenci stawali dookoła przy sztalugach i rysowali. Lub malowali. Zajęcia trwały półtorej godziny, więc to trochę krótki czas na naszkicowanie na dużym formacie całego aktu (100x70). Prowadzący pracownię profesor polecał wszystkim białą i czarną farbę. Oczywiście każdy robił jak chciał, jedni wybrali ołówki, węgiel, inni farby. Ja w farby zaopatrzyłam się przed kolejnymi zajęciami. Wymagane były także szkice do każdego aktu - na małym formacie (poniżej linki do szkiców). Modelki nie wolno było fotografować.

Ah, te akty 1  2  3  4  5  6  7 koniec


Były to moje pierwsze twórcze zajęcia na uczelni. Malarstwo miałam dopiero następnego dnia. A w jeszcze inny dzień i malarstwo i rysunek. Łącznie to były cztery zajęcia przy sztaludze w tygodniu na pierwszym roku studiów. Na drugim roku odeszła mi pracownia z modelką. Czasem jeszcze w kolejnych latach malowałam akty. Ciekawostka: zaletą malowania aktu była nagrzana farelką pracownia ^^

 

Niektóre prace z tych zajęć publikowałam już na blogu. Wiele jednak było dość kiepskich, przy ostatnich porządkach się ich pozbyłam. Kurzyły się i nie było mi ich bardzo szkoda. Ale za to zmagazynowałam większość szkiców.


piątek, 27 lutego 2015

Film: Szalona miłość - Yves Saint Laurent

Oglądacie filmy online? Ja czasem, ostatnio bardzo rzadko. Niedawno ktoś mi polecił filmy dokumentalne na VOD.PL. Chciałam najpierw przedstawić Wam zupełnie inny, ale zmieniłam zdanie. Chodzi o limit dostępności danego filmu na portalu VOD.PL. Poniżej umieściłam link do filmu, będzie on aktywny do 3 kwietnia 2015. Po tym czasie filmu będziecie musieli szukać w innych źródłach. Dlatego w tym momencie publikuję ten wpis.




Szalona miłość - Yves Saint Laurent (L'Amour fou), reż Pierre Thoretton, Francja 2010


http://vod.pl/filmy-dokumentalne/szalona-milosc-yves-saint-laurent/4fqn2






Na początek zaznaczę: dopiero zapoznaję się z tym projektantem. Przeczytanie książek o nim i obejrzenie innych filmów mam w planach. Ale w życiu ciężko na raz zajmować się kilkoma zagadnieniami - w tym momencie wałkuję innego projektanta. Ten film traktuję jako wstęp do kolejnych źródeł. Więc wybaczcie mi, że jestem chwilowo w tym zielona ;) Wszystko po kolei.

No więc jakie jest moje zdanie na temat filmu? Spodziewałam się kolejnej filmowej biografii Saint Laurenta. A tutaj mam melancholijny film. Jest sporo archiwalnych filmów, zdjęć i innych nagrań co mnie akurat cieszy. Narratorem jest partner Yvesa - Pierre Berge. Opowiada w zasadzie o wszystkim, choć spodziewałam się więcej o miłości tych dwóch panów. No chyba, że chodzi tu o miłość do sztuki. Film z początku może zdawać się nudny, mało dynamiczny, ale potem jest coraz lepiej. Warto obejrzeć choćby dla mnóstwa archiwalnych materiałów. Zachęcam do obejrzenia póki jest dostępny na VOD.PL.



Źródła zdjęć:
http://1.fwcdn.pl/po/69/44/596944/7378214.3.jpg
http://institutfrancais.pl/culture/files/2011/06/YSL-et-Pierre-Berge.jpg
http://ocdn.eu/images/pulscms/ZGU7MDYsNDAwLDIzZg__/efc9a9c50be6122d1d7c14d58e6c3047.jpg
http://media.tumblr.com/tumblr_ll378bEldA1qg6av6.jpg
https://videocitylondon.files.wordpress.com/2013/05/6809890962_eeb5305c7b_o-460x347.jpg

wtorek, 24 lutego 2015

Dzieło miesiąca: Pani Henry White

Dziś mam dla Was obraz, który tak naprawdę wypatrzyłam na innym blogu i urzekł mnie w pewien sposób od pierwszego wejrzenia. Oczywiście przez tkaniny i draperie. Spójrzcie na odwzorowanie tkanin sukni, na kotarę w tle, na złocenia mebli. A teraz zgadnijcie: kto zaprojektował suknię tej damy? ;)

Mrs. Henry White (Margaret Daisy Stuyvesant Rutherford) 1883 olej na płótnie
John Singer Sargent



Źródło zdjęcia:
http://uploads2.wikiart.org/images/john-singer-sargent/mrs-henry-white-margaret-daisy-stuyvesant-rutherford-1883.jpg

sobota, 21 lutego 2015

Projektowanie mody: niewygodne pytania do projektantów

Czasem zastanawiam się czy ludzie robią sobie w ten sposób żarty czy naprawdę nie myślą. Opiszę sytuacje, które mnie nie dotyczą akurat, ale wiem z wielu źródeł, że się zdarzają. Mam nadzieję, że Was nie wystraszę i nadal będziecie zadawać trudne pytania :) Staram się dzielić swoją wiedzą z Wami, ale są pewne przypadki, które warto poruszyć.

Wyobraźcie sobie sytuację. Jest młody projektant ze swoją marką. Rozkręca ją i zdobywa pewną popularność i grono klientów. W pewnym momencie dostaje wiadomość od osoby, której nie zna. Ta osoba zadaje bardzo dużo pytań. Niewygodnych pytań.

Czy to Twoja marka? Jak ją zbudowałeś? Pracowałeś dla kogoś znanego? Masz kontakty? Jak zdobyłeś te kontakty? Czy możesz mi podać namiary na Twoje hurtownie? Ile jest odpadów materiałowych? Ile kasy trzeba mieć na początek? Jakie masz zyski? Nie mam doświadczenia, ale chcę tworzyć odzież - podziwiam Cię, będziesz moim mentorem? Samemu szyjesz ubrania czy w szwalni? Co może mnie zaskoczyć, co Ciebie zaskoczyło? Opowiedz mi swoją historię, daj rady, wskazówki, a najlepiej całą instrukcję jak rozkręcić biznes i osiągnąć sukces, itd.

O ile niektóre pytania nie są bardzo dziwne w przypadku wywiadów i zadawane pojedynczo, to w przypadku wielu takich pytań od osoby nieznajomej, zapala się lampka ostrzegawcza. Każdy kto prowadzi swoją firmę, będzie raczej strzegł swoich tajemnic, a nie wyjawiał je potencjalnej konkurencji. A zresztą po co ma o tym mówić komuś kogo nawet nie zna? Powiecie, że to się nie zdarza. A zdarza się niestety, że niektórzy chcą wykorzystać wiedzę innych osób. A te osoby poświęciły dużo czasu, siły na zdobycie tej wiedzy i doświadczenia.

Oczywiście nie mam na myśli przypadków jak szkolenia, praktyki itd. Chodzi mi o przypadki, w których ludzie chcą iść na łatwiznę cudzym kosztem. Dziwi mnie też fakt, że często bez skrępowania zadają takie pytania projektantom i to nie na jakimś forum, a wysyłają wiadomości prywatne do nich. Albo to głupota albo jakiś żart...

Jak już wspomniałam mnie taka sytuacja nie dotyczyła, nie wiem czy będzie mnie dotyczyć. Mam nadzieję, że Was nie wystraszyłam. Zadawajcie mi pytania bez skrępowania, ten blog ma pomagać, informować. Ale proszę nie wymagajcie od ludzi, że podadzą Wam od tak całą instrukcję, przepis jak osiągnąć sukces. Nie ma czegoś takiego i każdy przypadek jest indywidualny.

piątek, 20 lutego 2015

Reincarnation, czyli narodziny żakietu Chanel - artystyczny film Karla Lagerfelda

Nazwisko Lagerfeld zna pewnie każdy, kto w jakimś stopniu interesuje się modą. Jeśli nie to zachęcam do poczytania o nim. Dziś zamierzam zaprosić Was do obejrzenia filmu wyreżyserowanego przez Karla. Jestem ciekawa Waszych opinii.




A więc co tu mamy? Na początek ujęcie pomieszczenia z dwoma portretami silnie nawiązującymi do pewnych postaci historycznych - cesarza Franciszka Józefa oraz jego żony cesarzowej Elżbiety, znanej jako Sissi. Ale gdy przyglądamy się portretom bliżej widzimy na nich Pharrella Williamsa oraz Carę Delevingne (chociaż tą panią ja akurat mało znam ;). Poniżej możecie porównać oryginalne obrazy cesarza i cesarzowej z obrazami przedstawionymi w filmie oraz z samymi aktorami.




Po chwili przenosimy się do hotelu z restauracją (hotel w Salzburgu, lata 50.). Widzimy powyższych bohaterów w rolach zupełnie innych: kelnerka w bawarskim stroju podająca piwo (nawiązanie do korzeni cesarzowej Sissi), krótko pozująca przy portrecie, jakby utożsamiająca się z Sissi, oraz pan obsługujący windę. Pojawia się kolejna ciekawa postać - Coco Chanel, grana przez Geraldine Chaplin. Zauważcie, który numer pokoju podaje Pani Chanel - numer 5. To dla mnie oczywiste nawiązanie do słynnych perfum.





Około trzeciej minuty filmiku zaczyna się dziać magia w hotelowym holu (wybaczcie to dziwne zdanie ;). Jest noc, tuż przed północą. Postacie z portretów nagle stają się rzeczywiste i zaczynają tańczyć.

Następnie mamy poranek. Chanel wychodzi z windy i zadaje panu od windy pytanie: skąd wziął swój żakiet? Odpowiada, że wykonano go dla niego. Coco po chwili mówi, że wykona go dla siebie. Zastanawiałam się jak rozumieć ten fragment - czy to fikcja czy rekonstrukcja autentycznej sytuacji z Chanel. Dopiero mam zamiar zapoznać się z biografiami na jej temat. Dużo wyjaśnił mi kolejny filmik, który umieściłam poniżej z kulisów powstawania. Tak więc sytuacja żakietem jest prawdziwa i tak Chanel zaczęła projektować żakiety. To właśnie początek słynnych żakietów chciał przedstawić Lagerfeld.

Karl wyjaśnia także potrójne znaczenie tytułu Reinkarnacja. Nie do końca zrozumiałam, bo Karl niewyraźnie mówi po angielsku, a mój angielski też nie jest dobry. Chodzi w każdym razie o żakiet i parę cesarską.





Źródła zdjęć:
http://d364xmxptyhbiv.cloudfront.net/wp-content/uploads/2014/12/reading-karl-lagerfeld-chanel-film-01.jpg
http://www.fubiz.net/wp-content/uploads/2014/12/Reincarnation-by-Karl-Lagerfeld.jpg
http://2.bp.blogspot.com/-RKe8pHR27q8/VI5jK-XSVcI/AAAAAAAAAMQ/qC2VWM3cz_s/s1600/cara_delevigne_pharrell_chanel_reincarnation_1.jpg
http://www.fubiz.net/wp-content/uploads/2014/12/Reincarnation-by-Karl-Lagerfeld_9.jpeg
https://flavorwire.files.wordpress.com/2014/12/cara-and-pharrell.png
http://i.ytimg.com/vi/wO4-TV6Zckc/maxresdefault.jpg

sobota, 14 lutego 2015

Kalendarz przydatny w prowadzeniu bloga

Dziś mała ciekawostka przydatna w prowadzeniu bloga. Testuję tę metodę już któryś miesiąc i efekty są naprawdę świetne. A chodzi o planowanie wpisów na blogu.

Poniżej macie tabelkę. Jest przystosowana do każdego miesiąca. Jedyne co musicie zrobić to wpisać na samej górze miesiąc i rok oraz uzupełnić okienka o daty. Tabelka pasuje nawet do najdłuższych miesięcy, okienek nie zabraknie ;) Jest to uniwersalny szablon. 


Jak go używam?
Numer dnia zapisuję w prawym dolnym rogu każdego okienka. Malutki numer. Gdy planuję wpisy na bieżący miesiąc i kolejne ołówkiem zapisuję nazwę wpisu. Najlepiej ołówkiem, bo często zmienia się plany i trzeba wymazywać. Wpis już opublikowany poprawiam różowym, jaskrawym pisakiem. Dzień bez wpisu, gdy już minie, po prostu skreślam ołówkiem. Wpisy opublikowane z wyprzedzeniem (zaplanowane na konkretną datę) oznaczam poprzez wyraźne wzięcie w kółeczko numeru dnia.

Stare kartki ciągle trzymam dla własnej informacji. Wspomagam się jeszcze drugim kalendarzem, ale już w Wordzie. Mam tam zapisane ogólne tematyki wpisów na kolejne dni tygodnia.


Jak wygląda skuteczność takiego kalendarza? Bardzo skuteczny. Mogę z dużym wyprzedzeniem zaplanować wpisy, przygotować je i z wyprzedzeniem opublikować. Mam bardzo przejrzysty obraz kolejnych miesięcy. Taki kalendarz pomaga w zmotywowaniu się do regularnego prowadzenia bloga. Wcześniej publikowałam wpisy jak mi się chciało, kiedy opracowałam notki, kiedy miałam na to ochotę. W efekcie potrafiłam raz publikować 4 wpisy miesięcznie, innym razem 7 wpisów. Po wprowadzeniu kalendarza wiem na pewno, że przygotuję minimum 10 wpisów miesięcznie, nawet 15 i więcej.

Dodatkowo ułatwia mi to prowadzenie stałych serii wpisów, nie zapominam o nich. Jestem w stanie zaplanować termin każdego tematu, filmu, książki. Oczywiście możliwe są przesunięcia wpisów lub odwołanie. Zdarza się.

Przygotowanie kilkunastu wpisów w miesiącu nie jest łatwe z początku. Ale czasem na pewno zdarza się Wam opracować na raz dwa lub trzy tematy. Wtedy możecie te gotowe opublikować w późniejszym czasie. Ja mam dni, że nic nie napiszę, albo dni w które jestem w stanie przygotować od 3 do 5 wpisów. Nigdy nie publikuję od razu wszystkich tylko zapisuję je w odpowiednim miejscu w kalendarzu. W tym momencie mam zaplanowane i gotowe niektóre wpisy nawet na 6 miesięcy do przodu. Stopniowo przygotowuję kolejne. Jest to dla mnie duża wygoda. W razie nagłej przerwy lub awarii, część wpisów będzie sama się publikowała.

Oczywiście liczę się z nagłymi, niezaplanowanymi wpisami. Zawsze mam na nie miejsce, w razie czego coś przesuwam. Wiele wpisów nadal przygotowuję tuż przed publikacją.


A Wy jak planujecie swoje posty? Z jakim wyprzedzeniem je przygotowujecie? Może macie swoje własne metody?

piątek, 13 lutego 2015

Książka: Przewodnik elegancji


Dziś przedstawię Wam wyjątkową książeczkę. Z tego co się orientuję jest do zdobycia w internecie, nawet w nie za wysokiej cenie. Mój egzemplarz pochodzi od babci. Niestety nie posiada okładki, ale poza tym zachował się w świetnym stanie.

Dlaczego ta książeczka jest tak wyjątkowa? Napisała ją Paryżanka i wydała w czasach chwały Christiana Diora. Dlatego mam pewność, że świetnie odzwierciedla modę i gust z tamtych czasów. W Polsce wydano ją cztery lata później, ale jak możecie się domyślać, niekoniecznie wpasowywała się w polskie realia. Polecam ją fanom mody lat 50.


Przewodnik elegancji, Jacqueline du Pasquier, Wydawnictwo Przemysły Lekkiego i Spożywczego, Warszawa 1958 (oryginał Guide de l'elegance został wydany w 1954 roku w Paryżu)



Zalety:
  • autorka pochodziła z Paryża, żyła w czasach Christiana Diora, więc jej poradnik jest wiarygodny
  • ciekawy wstęp o szeroko pojętej elegancji
  • dużo wskazówek jak tuszować niektóre niedoskonałości sylwetki, jak eksponować zalety; zarówno dla kobiet szczupłych jak i tęgich
  • porady dotyczące pielęgnacji ciała, makijażu, perfum, doboru kolorów itd.
  • elegancja na różnych etapach życia: niemowlęta, dzieci, nastolatki, młodzież, osoby w wieku dojrzałym i starsze
  • zagadnienia budżetu; elegancja w Paryżu (co mieć w szafie, co na konkretną okazję); elegancja podczas wakacji, na wsi; elegancja sportowa; stroje do pracy; wyjątkowe okazje: chrzest, komunia, ślub, pogrzeb; kapelusze i uczesania; dodatki; pakowanie przed podróżą; bielizna; pielęgnacja dłoni i stóp; biżuteria; elegancja mieszkania; elegancja moralna
  • czyta się bardzo przyjemnie; jest wiele ciekawostek
  • mały i wygodny format, mniejszy od A5, ok. 200 stron



Wady:
  • książka została wydana także w Polsce, ale paryski szyk i elegancja niekoniecznie miały odniesienie do polskich realiów w tamtych czasach
  • książka została wydana kilkadziesiąt lat temu, więc nie jest aktualna np. w kwestii wykonania makijażu, kosmetyków itd.; jednak wiele rad i sugestii można wykorzystać w każdym czasie
  • książka bardziej skupia się na kobietach, o mężczyznach jest niewiele informacji


Jak widzicie wiele ilustracji w niej nie ma. Tylko trochę ogólnych szkiców. Mi to jednak nie przeszkadza. Książeczka jest lekka i przyjemna w odbiorze. Zdjęcia stron trochę zretuszowałam. Książeczka nie jest nowa, więc kartki są pożółkłe, czasem nawet brązowe.



Źródło okładki:
http://agnieszkaomodzie.pl/wp-content/uploads/2014/11/Przewodnik-elegancji-obwoluta.jpg

wtorek, 10 lutego 2015

Czy Was to interesuje?

Ostatnio mało wpisów, ale jak już zapowiadałam blog nadal funkcjonuje i będzie funkcjonował. Za dużo czasu i uwagi już w niego wpakowałam, aby rezygnować. Jednak sprawy osobiste zabierają mi teraz więcej czasu niż wcześniej i to jest powód mniejszej ilości wpisów.

Dziś mam pytanie: Czy interesują Was sprawy ślubne? Od razu mówię, że nie zamierzam zmieniać profilu bloga na typowo ślubny. Chciałam opublikować serię wpisów ślubnych. Wiele z nich będzie związanych z modą, inne z organizacją itd. Dopiero planuję konkretne tematy. Na pewno będę się starała napisać coś innego niż na portalach typowo ślubnych, ale jestem też ciekawa na ile może to być interesujące dla czytelników.

Jeśli chodzi jeszcze o inne wpisy. Przerabiam teraz bardzo intensywnie dwie książki związane z modą. Jak tylko skończę napiszę coś na ich temat. Dodatkowo właśnie przyszła do mnie paczka z nowymi lekturami. Tylko zastanawiam się kiedy znajdę czas, aby przeczytać to wszystko ^^

poniedziałek, 9 lutego 2015

Targi ślubne 2015 okiem Iselle

W zasadzie to po co wybrałam się na tragi ślubne? Chyba łatwo się domyślić - pooglądać. Na taką okazję czekałam od bardzo dawna i w końcu się wybrałam. Kocurkowi trułam od miesięcy, aby ze mną jechał. I pojechał. Czy miał jakieś wyjście? Nie ^^ Towarzyszyła Nam moja mama zachwycona faktem, że zobaczy coś innego niż targi instalacyjne czy budowlane.

https://www.facebook.com/targislubnepoznan/timeline


Na samym wstępie zabraliśmy się za oglądanie aut. Oczy świeciły się nie tylko Kocurkowi. Nie należę do fanek motoryzacji, ale moją uwagę zwróciły corweta, londyńska taksówka oraz piękna biała bryczka. Taka jak z bajki.

A chwilę później się zaczęło. Wyobraźcie sobie korytarz i po obu stronach salutujących Wam mundurowych. No a teraz zamieńcie ich na ludzi wciskających Wam ulotki. Nie nadążałam z pakowaniem ich do reklamówki. No ale będzie chociaż czym podpalić w piecu.

Miałam jeden główny cel podczas targów - odwiedzić stanowisko z zaproszeniami. Takie konkretne stanowisko. Chciałam pewien wzór zobaczyć na żywo i wypytać. Dodatkowo szukałam namiarów na suknie i garnitury ślubne oraz buty.


No ale pora wspomnieć o elementach mniej pozytywnych. Stoiska jubilerskie, z obrączkami, były baardzo oblegane. Nie szło na spokojnie podejść i pooglądać już nie wspominając o przymierzaniu. A ludzie przychodzący na te targi wręcz głupieli pod wpływem propagandy obrączkowej. Na przykład jedna marka oferowała rabat na obrączki i możliwość wygrania konkursu. Ale trzeba było od razu na miejscu wpłacić kilkaset złotych i potem zgłosić się do salonu i wybrać obrączki. To takie zabezpieczenie - klient zapłaci zaliczkę to kupi obrączki w danej sieci jubilerskiej, bo szkoda mu będzie stracić kasę.

Z kolei przy innym stanowisku z obrączkami byłam świadkiem jak młodzi, którzy prawdopodobnie już wcześniej zamówili tam obrączki, przyszli się pytać czy mogą zmienić zdanie. No tak, wybieranie obrączek na szybko, sugerując się niby zniżkami nie zawsze kończy się dobrze, bo nie przemyśli się w spokoju wyboru.

I trzecia sytuacja. Jeszcze inna firma jubilerska. Gdy tylko skończyły się konkursy na scenie i ludzie zaczęli się kierować do wyjścia (a targi miały jeszcze trwać dobrą godzinę), panie ze stoiska wyciągnęły na ladę kwity z zamówionymi obrączkami i zaczęły je podliczać. Przy klientach. Akurat wtedy podeszłam do stoiska, aby w spokoju poprzymierzać obrączki. A kwitów miały duuużo. Zbulwersowało mnie to.


Wspomniałam o konkursach. Jak każdy obecny na targach liczyłam na jakąś wygraną. Wiecie jak odbywały się te konkursy? Pan wychodził na scenę, przedstawiał sponsora, opisywał nagrodę, wartość, po czym któraś z pań pomocniczek podawał mu telefon. On dyktował numer i kto pierwszy się dodzwonił ten wygrywał. A za każdym razem numer był inny. I wierzcie mi, to nie była kwestia szybkości, a szczęścia. Bo wyobraźcie sobie: w ciągu kilku sekund kilkaset osób dzwoni na wybrany numer, zadziała jakiś automat i losowo wybierze numer z puli tych najszybszych. Jeden jedyny raz byłam blisko, gdy zamiast wiadomości "numer jest zajęty" usłyszałam "proszę czekać". I tyle z nagród :/

Jeszcze wracając do nieprzemyślanych wyborów ofert pod wpływem chwili. Sądzę, że w przypadku fotografów, zespołów, kamerzystów wiele osób także podejmowało decyzje, których później żałowało. Ja miałam to szczęście, że większość ofert po prostu mnie nie interesowało, więc się na nich nie skupiałam.

Ale były też fajne momenty. Z wielką radością ciągnęłam Kocurka do wszystkich fotobudek, aby robić wspólne zdjęcia :) To była bardzo fajna zabawa.

A teraz podsumowanie. 

Targi ślubne to bardzo dobra okazja do pozbierania różnych ofert ślubnych. Albo choćby adresów, aby później sprawdzić sobie dane miejsca. Ale nie wszystkie oferty się przydają. Czasem oferty są z innych regionów niż Nasz i nie opłaca się dojazd. Lepiej wtedy znaleźć coś w swoim mieście lub okolicy.

Nie warto nic na takich targach kupować ani podejmować wiążących decyzji finansowych. Najlepiej przemyśleć decyzje w domu na spokojnie, przedyskutować i dopiero wtedy się decydować. Nie dajmy się skusić rabatom, bo od nich jest blisko do rozczarowania.

Na targach możemy spokojnie wypytać fachowców o różne interesujące Nas kwestie. O terminy realizacji, ceny, fasony itd.

Czy zamierzam wybrać się jeszcze kiedyś na targi ślubne? Może za dwadzieścia lat...

piątek, 6 lutego 2015

Film: Falbalas. Ludzie i manekiny

Dzisiaj przedstawiam Wam film, który sama chciałabym obejrzeć. No niestety. Czasem filmy, które mogą być ciekawe są praktycznie niedostępne do obejrzenia. Brak dvd, w programie telewizyjnym pojawiają się raz na kilka lat i to często na kanałach zagranicznych. W internecie także nie do zdobycia. W tym przypadku udało mi się obejrzeć na You Tube fragmenty tej konkretnej propozycji i to musi mi wystarczyć na razie. Ale może ktoś z Was oglądał ten film i podzieliłby się opinią na jego temat?



Ludzie i manekiny (Falbalas), reż. Jacques Becker, Francja 1945


Zainteresował mnie ten film, gdy znalazłam o nim wzmiankę w biografii Christiana Diora. Sam projektant nie miał z nim nic wspólnego, ale przy okazji autorka książki opisywała różne inne wydarzenia i fakty. Sam film przestawia dom mody w czasie II wojny światowej, co może być bardzo interesujące.


Właśnie z biografii Diora dowiedziałam się, że paryskie domy mody funkcjonowały w czasie niemieckiej okupacji. Oczywiście był taki czas, że były wszystkie pozamykane, ale w pewnym momencie ponownie rozpoczęły swoją działalność. Okupant jednak próbował stłamsić francuską modę, a nowymi stolicami mody uczynić Berlin i Wiedeń. Chciał dosłownie przenieść zakłady i fachowców z Paryża do tych dwóch wspomnianych stolic. Oznaczałoby to koniec haute couture, katastrofę ekonomiczną branży odzieżowej we Francji. Całe szczęście prezes Izby Mody, Lucien Lelong, zdołał odwieść niemieckie władze od tego pomysłu i przedstawił im inną myśl - niech stworzą swoją własną modę.

To jednak nie rozwiązało do końca sprawy. Domy mody nadal miały ogromne problemy, aby przetrwać. Brakowało tkanin. Lelongowi udało się jednak wywalczyć większy limit zakupowy tkanin dla kilkudziesięciu domów. Dodatkowo wierne klientki nadal wspierały projektantów i krawców pojawiając się na pokazach mody i kupując ubrania. Ale mimo to wiele domów zamknięto pod różnymi pretekstami.

A jak wyglądały wtedy francuskie ubrania? Oszczędne w kroju i tkaninach. Proste i szare. Ale za to z wielkimi kapeluszami, które ozdabiano pozostającymi ścinkami tkanin. Nic się nie marnowało. I to właśnie kapelusze były jedną z form protestu, buntu ludzi i przemysłu odzieżowego. To był kolejny powód dla którego Niemcy chciały ograniczyć możliwości paryskich domów mody poprzez nakładanie kolejnych ograniczeń np. w ilości modeli w kolekcjach. Polecam poprzeglądać książki z modą z tego okresu :)


No i właśnie te powyższe informacje zachęciły mnie do zainteresowania się filmem Falbalas. A może ktoś z Was może polecić jakieś inne źródła (filmy, artykuły, książki) dotyczące mody w okresie wojennym?


Źródła ilustracji:
http://www.dvdclassik.com/upload/images/affiches/falbalas1.jpg
https://olivierpere.files.wordpress.com/2011/10/falbalas.jpg
http://4.bp.blogspot.com/__a9cKq1YNKE/TQZv_G8OreI/AAAAAAAAAmg/lcCzcuNW7x0/s1600/falbalas-01-g.jpg
http://www.dvdclassik.com/upload/images/galeries/film-falbalas4.jpeg
http://theredlist.com/media/database/fashion2/history/1930/marcel_rochas/2-marcel-rochas-theredlist.jpg
http://www.dvdclassik.com/upload/images/critique-falbalas-becker1.jpg
http://susanna.elle.se/wp-content/uploads/sites/30/2013/10/falbalasny-700x496.jpg